środa, 19 listopada 2014

Szaro wszędzie



Już prawie od tygodnia jesteśmy w Polsce i kolejny szaro-bury dzień za oknem.

Wstajemy ciemno,idziemy na zakupy i na spacer buro i na dodatek jeszcze zimno.

Na szczęście jod w powietrzu działa i L właśnie śpi głęboko.

Jest to jedyny moment kiedy mogę usiąść i odpocząć. 

To dopiero trzeci dzień od wyjazdu M,a ja mam wrażenie że nie ma go całe wieki.

Szkoda,że to jeszcze miesiąc. Chciałabym się móc cieszyć naszym miejscem na ziemi razem z nim.

 Herbata  zaparzona dla dwojga, też smakuje o niebo lepiej niż pita w pojedynkę...

Gdy za oknem szaro to i mi w duszy ten kolor się utrzymuje.

Dlatego salon został spowity tą barwą.
 






Praktycznie wszystkie piękne rzeczy ze zdjęcia czekały na mnie po przyjeździe.

Poduszkę już prezentowałam,ale tacę przywiózł mi mój brat,a cudowny mosiężny imbryk to prezent od moich rodziców z okazji naszej rocznicy ślubu.

Może wygląda niepozornie,a ma 0,7l pojemności.

Jest przepiękny:)!





Szary koc i lampion to biedronkowe łupy za które dziękuję mojej mamie:)












Uwielbiam takie momenty z pyszną herbatą, książką i kocem,a za oknem nasze osiedle jeszcze bardziej senne niż ja.

A jaka aura u Was?

Ściskam i miłego dnia


:)