czwartek, 6 marca 2014

Wizytacja i upadek



 No, i masz babo placek! 

Wczoraj, rozmawiając przez telefon z bratem mym osobistym, ponarzekałam sobie chwilę na swojego laptopa. A to, że wolny, że odpala się 5 minut, doprowadzając mnie tym do pasji.

Ale teraz, pisząc posta na służbowym laptopie mamy, chcę swojego małego,białego "pędziwiatra"!

Zacznę może od tego, że laptop w zasięgu ręki 11-miesięcznego dziecka nie może czuć się bezpiecznie!
NIGDY!!!
 A  w otoczeniu mojego L już w ogóle. Wystarczyła sekunda,dosłownie chwila nieuwagi, by komputer zaliczył lot,a raczej upadek z wysokości 120cm.

Huk był niezły ,a efekt- można się domyślić-opłakany!





Jest już w rękach specjalistów, którzy mają fachowym okiem wycenić ewentualne przywrócenie go do życia.
 M, jak dowiedział się o całym zajściu, spytał się ,mnie czy znowu naprawa (to już druga matryca w ciągu 1,5 roku) czy może jednak zakup nowego?
 Jakiś kamikadze ten mój laptop!

Chyba wolałabym jednak dać mu drugą szansę bo przyzwyczaiłam się najzwyczajniej w świecie do tego "maluszka". Spędziliśmy ze sobą cztery cudowne lata! Ach, ileż to wspomnień


Gdy już otarłam łzy pojechałam z wizytacją na nasze mieszkanie.

Praca wre to mało powiedziane!




 Cegła już położona ,a podłoga "się kładzie".

Na razie jest na tarasie zimowym, ale do soboty ma opanować już całe mieszkanie-mój dąb kochany:)









Łazienka zaczyna nabierać kształtów.

Już bliżej końca niż dalej!







Nie okupuję już dłużej nieswojego laptopa i idę tęsknić za swoim.

Miłego wieczoru!


:)