wtorek, 7 października 2014

Trzy dni w Paryżu- odsłona pierwsza


Kochani już jesteśmy z powrotem.

 Na wstępie, chciałabym Wam bardzo podziękować za liczne komentarz pod ostatnim postem.

Wyjazd był fantastyczny,  a Paryż urzekł mnie tak jak pierwszym razem.

Ten pobyt był wyjątkowy,bo mogliśmy podziwiać miasto już we trójkę.

 Musieliśmy tylko dostosować plan dnia do możliwości 1,5 rocznego Szkraba.

Na szczęście, wszelkie obowiązkowe punkty miasta widzieliśmy kilka lat temu, podczas naszej pierwszej wizyty w tym romantycznym mieście.

Tak więc, tym razem mogliśmy cieszyć się sobą,nigdzie się nie spiesząc.

Mieszkaliśmy w hotelu oddalonym niecałe 10min. spacerem od wieży Eiffla, pod którą L uwielbiał biegać codziennie przez godzinę,wśród tłumów turystów.

 My,chodząc za nim krok w krok mieliśmy tym samym poranny jogging:)

Dopiero,gdy nasza Pociecha wyrażała chęć powrotu do wózka mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.






 Piątkowe godziny szczytu pod łukiem Triumfalnym,ale poradziliśmy sobie,choć Francuzi są specyficznym kierowcami.








Paryż przywitał nas iście letnią pogodą z temperaturą 27 stopni:)!





 Zaraz po zameldowaniu się w hotelu wybraliśmy się zobaczyć wieżę. 

Ma ona dla nas sentymentalne znaczenie, bo to na niej się zaręczyliśmy...






 Sobotni poranek i skąpane w słońcu kamienice...











I znowu codzienny obowiązkowy punk naszych wędrówek...:)










Karuzela koło wieży Eiffla.
My nie jechaliśmy,ale przejażdżki robią sobie i dzieci i dorośli.














 Kamienice nad Sekwaną z widokiem na symbol miasta-marzenie!!!!






Wyobrażam sobie jak musi smakować poranna kawa pita na jednym z tych balkonów.

 I jeszcze ten zapierający dech w piersiach widok.














 Witryna sklepu z serami...












 Na koniec dwa drewniane cuda kupione dla L w pobliskim sklepie dziecięcym.

 W sklepie tym urzekł mnie ogrom drewnianych zabawek wykonanych we Francji.

L, dostał mały bolid w flagą Francji i literkę do pokoju. 

Więcej o firmie można przeczytać min. TUTAJ.

Żałuję,że nie kupiliśmy mu ich więcej,bo w Polsce są trochę droższe z tego co widziałam.

Myślę jednak,że pomysł na prezent świąteczny już mamy.






 Dodatkowym walorem było piękne opakowanie zabawki,aż miło było patrzeć:)





Na dziś to tyle. Rozpisałam się jak nigdy. 

Mam nadzieję,że Was nie zanudziłam,bo to nie koniec postów z Paryża.

W następnym zdradzę Wam główny powód naszego wyjazdu do tego cudownego miasta...


Tymczasem cudownego dnia pełnego słońca!!!


:)