środa, 11 czerwca 2014

Wyjazdy i powroty



Po ośmiu (bardzo intensywnych) dniach w Polsce nadeszła pora powrotu.

 Po kilkunastu godzinach jazdy ( w tym prawie 3h w korkach) i nocy na promie dziś "zlądowaliśmy". 

"Dom na walizkach" przywitał nas zalanym farbą przez sąsiadów balkonem
 (oberwało się też suszarce na pranie).
 Dodatkowo  moja piękna  lawenda też uschła z tęsknoty chyba. Dostała już sporą dawkę wody i liczę,że jeszcze odżyje. M zagroził nawet że jak się nie pozbiera to już więcej żadnej lawendy.
 Tak więc,wyjścia nie ma:)

Przez ponad tydzień spędzony w Polsce nie miałam czasu nawet włączyć laptopa. 
Wszystko działo się w zastraszającym tempie. Mam wrażenie,że byłam tam chyba z miesiąc,tyle rzeczy udało nam się pozałatwiać.
Najważniejszym powodem wizyty w rodzinnych stronach było wesele mojej najlepszej przyjaciółki, które było fantastyczne:)
Oprócz tego mieliśmy mnóstwo spraw związanych z mieszkaniem, odbiorem samochodu, notariuszem.

Działo się tyle,że nie mam żadnych zdjęć, nie licząc tych zrobionych na szybko komórką.




Zdjęcie zrobione z myslą o L i jego ostatniej miłości do gumowych kaczek:)








Nasz taras wieczorową porą. Już nie mogę się doczekać ciepłych wieczorów by móc spędzać na nim czas...





Kuchnia jeszcze przed zamontowaniem frontów i wyspy.


źródło


Krzesła na które się zdecydowaliśmy. Mamy też w białym kolorze.






Weselny warkocz na specjalne życzenie M.

Swoją drogą fryzura idealna na upalną pogodę jaką mieliśmy i  co więcej trzyma się do dziś:)






Bransoletka z żywych kwiatów. Prezent od Panny Młodej dla Świadkowej:)





Wczoraj, już miałam trochę więcej czasu na wyciągnięcie komórki i popstrykanie zdjęć na promie.






















Miłego dnia!

Lecę rozpakowywać walizki,a potem na Wasze blogi,bo zaległości mi się porobiły.

Ściskam!


:)