środa, 10 września 2014

Powrót do Domu na walizkach i kolejne maluchy obdarowane




 Wszystko co dobre kiedyś się kończy...

Tak więc, po ponad dwóch miesiącach nad ukochanym Bałtykiem i sześciu dniach cieszenia się  naszym nowym mieszkaniem, przyszła pora na powrót.

Walizki pakowane były sprawnie (lata praktyki robią swoje), ale z większym bólem  serca,że trzeba opuścić nasze Miejsce na Ziemi,do którego dopiero co zdążyliśmy się wprowadzić... i ruszyć w drogę...

Pociesza fakt,że za dwa miesiące znowu wracamy do Polski i NASZEGO DOMU!!!

Tymczasem, Dom na walizkach przywitał mnie uschniętymi roślinami!

Nie przeżyły dwumiesięcznej rozłąki ze mną i uschły z tęsknoty przeogromnej-bidulki.
No cóż... pociesza fakt, że przeżył choć iglak. Goździk i lawenda nie dały rady,pomimo opieki mojego M.

Jednak, ja się nie poddaję i już niebawem znowu ukwiecę balkon...jesiennie tym razem.

Walizki czekają jeszcze na rozpakowanie,góra prania przede mną, lodówka prawie pusta...
jak ja uwielbiam powroty...:P

Potrzebuję  jeszcze chwili, żeby przestawić się na właściwe tory i będzie ok.

Jednak najpierw muszę się napić kawy,choć noc na promie była udana
(czyt.przespana prze L i nas tym samym ) i poodwiedzać Wasze progi:)

W ostatnim tygodniu  naszego pobytu w Polsce moje obrazki trafiły do kolejnych Maluchów.

Obdarowana została mała Zosia...








Wiem od Mamy Zosieńki,że obrazki czekają na przywieszenie. 

Kolejny Królik powędrował do małej Antosi...







Cieszy mnie bardzo,że moje obrazki podobają się obdarowanym osobom:)

 Jeszcze nasz L nie ma żadnego Królika,ale jak wiadomo szewc bez butów chodzi...w tym wypadku dziecko szewca:)

Kochane, wszystkiego co najlepsze w tym tygodniu i cóż wakacje się skończyły:P

Pora już witać jesień?

Ściskam i pozdrawiam z Domu na walizkach!



:)