piątek, 20 grudnia 2013

Driving home for Christmas



źródło


No i nadszedł ten dzień..! 

Od  samego rana w głowie nuci się Driving home for Christmas i nasze "ukochane" walizki, walizeczki, walizunie czekają cierpliwie na zapełnienie. A zapewniam, że jest co w nie wkładać!

Należy nadmienić, że pakowanie nigdy nie było moim ulubionym zajęciem. Jednak, zanim pojawił się w naszym życiu L posiadałam pewien schemat pakowania, który opanowałam z czasem do perfekcji. 

Teraz sprawa jest troszkę bardziej skomplikowana. 

Niby samochód duży, coby pomieścił te wszystkie bujaczki, leżaczki, nosidełka, foteliki, wyparzarki,podgrzewacze, wózki i wózeczki, (o walizkach i górze prezentów nie wspomnę) a po załadowaniu kurczy się tak jakoś..dziwnie.... 

Chyba czary jakieś..!

 Niesamowite jest to tym bardziej, że Ja z M jesteśmy właścicielami tylko jednej walizki...to skąd ta reszta ja się pytam?

Czyżby jeden Mały Człowiek potrzebował aż tyle?

A wszystkie rzeczy oczywiście niezbędne, pakowane skrupulatnie z listą w ręku, żeby tylko o niczym nie zapomnieć!
I tak stos butelek na drogę, bo wyparzyć nie będzie gdzie, smoczki, ulubione zabawki, gryzaki, bo zęby idą. Wszystko obowiązkowo pod ręka, bo droga długa, więc zabawiać trzeba mieć czym.

Nie waż się, Matko Rodzicielko zapomnieć o zapasie pieluszek, ubranek na zmianę o butelkach z piciem i zupce , żeby dziecko nie tylko na mleku jechało.

 Wizja podróży,nas już wprawionych (w boju:)) nie przeraża, ale jak będzie z L? Przed nim pierwsza, tak długa droga z nocą spędzoną w nie swoim łóżeczku (!).  Na nasze szczęście dźwięki silnika (maszyn wszelakich) działają na L usypiająco, więc jest nadzieja..:)

 Pozytywne nastawienie + plan podróży uwzględniający postoje co 200km = damy radę!!!





źródło

:)